Strategie inwestowania-Psychologia rynku w GIEŁDA-Edukacja - bossa.pl
2017.08.21, godz. 08:40
raport-miesieczny-portfel-dm
kontakt
Psychologia rynku

Efekt wysłanego e-maila

Styczeń 2008 zostanie na długo w pamięci wielu inwestorów aktywnych na rynkach akcji. Silne spadki na giełdach światowych oraz giełdzie  warszawskiej spowodowały, że miesiąc ten należał do najbardziej zmiennych  miesięcy w historii GPW, zaś spadek cen, jaki miał miejsce w jego trakcie  mógł zmasakrować portfele wielu uczestników rynku.

W miarę kolejnych sesji stycznia malało przekonanie wielu analityków i komentatorów o możliwości przekonania tzw. "efektu stycznia", czyli wzrostu cen, które w powszechnym przekonaniu właśnie w pierwszym miesiącu roku występują najczęściej.

Przekonanie to należy do kanonu zabobonów wielu graczy giełdowych i jest powtarzane niemal z roku na rok, podobnie jak przekonanie o tym, że w październiku ceny akcji najczęściej i najwięcej spadają oraz istnienie tzw. "rajdu św. Mikołaja", czyli wzrostu cen akcji w grudniu.

Przekonania inwestorów doczekują się zwykle bardzo wielu wyjaśnień. Wyjaśnień, które zaspokajają zwykłą ludzką potrzebę racjonalizowania wielu niezrozumiałych zjawisk oraz dają swego rodzaju iluzję kontroli - panowania nad rzeczywistością, nad którą faktycznie nie mamy wpływu.

Korelacje i związki między rynkami

Poszukiwanie porządku leży w naturze człowieka. Dzięki odkrywaniu zależności między zjawiskami, wydarzeniami jesteśmy w stanie podejmować decyzje. Życie w warunkach totalnego chaosu, gdzie nic nie jest przewidywalne byłoby koszmarem. Podejmowanie jakichkolwiek decyzji w oczekiwaniu na skutki byłoby pozbawione sensu. W sporej części naszej codziennej aktywności jesteśmy w stanie przewidzieć, co wydarzy się w odpowiedniej sytuacji, przynajmniej w ogólnym zarysie. Jeśli wychodzimy z domu w czasie słonecznej pogody w lipcowe południe, zaś na niebie nie ma żadnej chmury, nie spodziewamy się, że nagle wystąpi gwałtowna burza.

Jeśli spółka poinformuje o osiągnięciu zysku większego od oczekiwań o 100 procent, możemy spodziewać się, że zaraz po tej informacji, kurs jej akcji wzrośnie. Jeśli analityk techniczny widzi na wykresie formację głowy z ramionami, spodziewa się, że ceny analizowanej spółki mogą spaść. Jeśli wzrosną ceny miedzi na rynkach światowych możemy oczekiwać, że wzrośnie również cena akcji producenta miedzi - będzie miał większe zyski.

Takich prostych związków możemy wyliczyć setki. Jednak każdy inwestor z większym stażem wie, że podane ostatnie przykłady dotyczące rynku, nie zawsze są prawdziwe.

Czasem po publikacji informacji o wspaniałym zysku ceny akcji potrafią spadać. Formacja głowy z ramionami, opisywana w książkach do analizy technicznej, jako "najbardziej wiarygodna z formacji technicznych", sprawdza się tylko czasami. Nasze postrzeganie bywa wybiórcze i będziemy zauważać te momenty, które pasują nam do udowodnienia tezy.

Powód dla którego oczywiste, bądź intuicyjnie istniejące związki nie zawsze działają jest banalny - rynek nie jest prostym systemem, na który działa jeden czy dwa czynniki. W każdym momencie wielość czynników jest niemal nieskończona - wydarzenia w spółce, branży, gospodarce krajowej, światowej, polityce i wiele innych mniej lub bardziej przewidywalnych zdarzeń wpływa na podejmowanie decyzji przez wielu uczestników rynku. Co więcej, ich decyzje nie muszą być logiczne, ani przewidywalne dla innych.

Nieformalne związki emocji i statystyki

Prawdopodobnie spora część Czytelników zna w swoim własnym otoczeniu (a może sama tego doświadczyła) następującą sytuację. Ktoś decyduje się rozpocząć działalność inwestycyjną. Może to być osoba, która zdecydowała się powierzyć pieniądze funduszowi inwestycyjnemu, może to być ktoś, kto sam postanowił zainwestować na rynku akcji. Obaj mają jeden cel - chcieliby zarobić w perspektywie pięciu, a może nawet dziesięciu lat. Mimo wyboru tak odległej perspektywy, spora część osób rozpoczynających inwestowanie, zaczyna codziennie (a niektórzy nawet w ciągu dnia) patrzeć na wyniki swoich inwestycji. Cieszą się z każdej zwyżki, niepokoją spadkiem ceny, czy to wartości jednostki uczestnictwa funduszu, czy też akcji. Nie potrafią nabrać dystansu do podjętej decyzji i dzięki swojemu postępowaniu dostarczają sobie powodów do stresu. Wróćmy na chwilę do koncepcji psychologicznej mówiącej, że zdarzenia negatywne mają na nas silniejszy wpływ niż pozytywne.

Co dzieje się w sytuacji, gdy inwestor, który kupił jednostkę funduszu lub akcje jakiejś spółki, oczekując zysku w skali roku - powiedzmy piętnastu procent - zacznie od początku tracić pieniądze. W zależności od tego jak duża była strata (pięć procent dla wielu to już dużo) i jak długotrwała, nie będzie on już tym samym człowiekiem, gdy ceny zaczną rosnąć. Ponieważ doświadczył straty, której nie oczekiwał, będzie cały czas zastanawiał się, czy wzrosty się utrzymają i czy przypadkiem znów nie okaże się, że zacznie tracić. Stres będący wynikiem negatywnego zdarzenia (strata) wpływa wciąż na przyjemność przy okazji zarabiania, zmniejszając ją."

Gdzie istnieje związek statysyki i emocji?
Dlaczego traderzy są bardziej narażeni na stres?
Czy 4 miesiące (średnio) strat to dużo?

Komentarze, optymizm i rynek

"Rynek jest wielowymiarowy i bardzo rzadko jedno zdarzenie wywołuje istotny impuls. Co więcej, na to samo wydarzenie inaczej zareagują inwestorzy w czasie silnej hossy - gdy niemal codziennie otwierany jest szampan po osiąganiu coraz większych zysków (zwykle papierowych), a inaczej w czasie silnej bessy - gdy strach przed powiększającymi się stratami paraliżuje podejmowanie decyzji.

Napływające informacje potrafią wzmacniać lub zmieniać istniejące tendencje, szczególnie jeśli ich pojawienie się zaskakuje uczestników rynku. Wielokrotnie w przeszłości impulsem do bessy (której oznaki już się pojawiały) było pojedyncze wydarzenie. Ale nie znaczy to, że wyłącznie ono stało za zachowaniem się cen w jednym dniu (pewnym wyjątkiem - właśnie ze względu na skalę zaskoczenia - był zamach 11 września)."

Czy zdarzenia na giełdzie w Tajlandii mogą mieć przełożenie na rynek polski?
Dlaczego czujemy potrzebę wyjaśniania wszelkich zachowań cen?
Dokąd może prowadzić nadmierny optymizm inwestorów?

Złudne przekonania

Inwestorzy swoją wiedzę o rynku czerpią bardzo często - jeśli nie najczęściej - z przeróżnych intuicji, przeświadczeń, przypuszczeń i po prostu plotek. Istnieje wiele porzekadeł i przysłów giełdowych, które mają  tyle wspólnego z rzeczywistością, jak przysłowia ludowe, w stylu "Jeśli na świętego Hieronima jest dyszcz albo go nima to pod koniec listopada pada deszcz albo nie pada". Jedno z takich przeświadczeń dotyczy października, który został ochrzczony miesiącem krachów.

Wystarczy przejrzeć komentarze analityków we wrześniu każdego roku lub na początku października, by znaleźć przynajmniej jeden, w którym wspomina się o fakcie, że oto nadchodzi najbardziej znienawidzony przez inwestorów miesiąc - czyli październik. Przeglądając internetowe archiwa  Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej (1998-2006) po wpisaniu sformułowania "miesiąc krachów" pojawiły się odwołania do dziesięciu tekstów, z których dziewięć zostało opublikowanych na początku października. Jeden pojawił się dopiero w listopadzie (1999) i nosił wiele mówiący tytuł "niespełniona tradycja".

Na początku października 2006 na stronach pojawiła się następująca ankieta:

  • W październiku ceny akcji na giełdach spadają.
  • Rzeczywiście, zauważyłem taką zależność.
  • Raz rosną, raz spadają. Tak jak w każdym innym miesiącu.
  • Raczej wzrastają!
  • Nie mam zdania.

Inwestorzy BOŚ nie zgodzili się, z tym że w październiku częściej występują spadki. Czy okazali się lepsi od ekspertów?

Intuicja tradera i strażaka

Wielu graczy mówi, ze działa na rynku intuicyjnie w odróżnieniu od tych, których określa się mianem "graczy mechanicznych". Co robią Ci drudzy łatwo wyjaśnić - działają na podstawie precyzyjnie określonych zasad i algorytmów - systemów transakcyjnych - dotyczących momentu wejścia na rynek, momentu zamknięcia pozycji oraz liczby kontraktów jakie należy otworzyć.

Ci drudzy - gracze intuicyjni - działają na podstawie wskazówek swojego "wewnętrznego głosu".

Być może istnieje "szósty zmysł" jednak przeczą temu prace psychologa Gary Kleina, który uważa, że jest to po prostu konsekwencja doświadczenia.

Dla wielu trading intuicyjny uzasadnia i usprawiedliwia brak jakiegokolwiek planu i reguł przy podejmowaniu decyzji. Według Tharpa wielu graczy wykorzystuje pojęcie "tradingu intuicyjnego" jako wytłumaczenia w momentach łamania dyscypliny.

Gary Klein badał ludzi zmuszonych podejmować szybkie decyzje w momentach skrajnej niepewności i zagrożenia (strażacy, lotnicy itp.) uznał, że intuicja jest konsekwencją nabycia pewnych umiejętności i doświadczenia. Owe umiejętności oparte są na jasno określonych regułach i planie. Być może największą korzyścią z ich nabycia jest zdolność do odrzucenia tych utartych schematów w pewnych skrajnych sytuacjach.

Pewne zachowania, które opisał psycholog, można również znaleźć u podejmujących niemal ciągle decyzje w sytuacjach niepewności - czyli zarządzających i traderów.

Z życia inwestora. Historia prawdziwa

Po kilku latach "gry na giełdzie" (a więc byłem już nie taki zielony, tak mi się przynajmniej wydawało), po przeżyciu hossy i bessy stulecia (94/95) postanowiłem wyjść z marazmu braku większych zysków i sukcesów i za przykładem "rekinów" z mojego POKu, pójść drogą "na skróty", wzbogacić się nieco szybciej.

Do nauki gry na pochodnych przeznaczyłem część mojego kapitału, co w realnych pieniądzach oznaczało 20 tys. PLN. Ta kwota była do stracenia, z moich wcześniejszych doświadczeń wiedziałem, że nauka musi kosztować. Wiedząc, że kiedyś mityczne OFE zaczną dokonywać zakupów akcji postanowiłem rozpocząć od pozycji długich. To był koniec 1999 roku - kontrakty były notowane w okolicach 1600 punktów. Zrobiłem to mimo, iż już wcześniej miałem kilka falstartow dokonując zakupów akcji właśnie w tym celu.

Po wejściu do gry byłem do przodu około 4000 PLN. Postanowiłem idąc za ciosem zwiększyć stawkę i dokupiłem kolejne kontrakty. Wszyscy szeptali, że to wypadek przy pracy itp... trzeci czy czwarty dzień wpadło znów koło 100 pkt.. Po tygodniu (leszcz, dawca kapitału) w moim biurze byłem już "doradcą", miałem poważanie. Pokonałem rekinów! To oni wpłacali na mój rachunek. Był okres, gdy zarabiałem dwa fiaciki dziennie. W ciągu jednego miesiąca z 20 tysięcy zrobiło się 120 tysięcy. Żyć nie umierać. Jestem dobry - to były jedyne myśl, które przychodziły mi do głowy.

Prognozy cen giełdowych

Przed kilkoma laty analitycy banku inwestycyjnego Daiwa opublikowali raport dotyczący polskiego rynku, w którym zaprezentowali jedną z najbardziej trafnych prognoz WIG na koniec roku, z jaką się spotkałem. Według nich, indeks miał zakończyć rok w obszarze 10 000 - 20 000 pkt. Skuteczność tej prognozy okazała się 100-preocentowa. Niestety najgorsze jest to, że była absolutnie dla nikogo nieprzydatna.

 

Inwestorzy chcieliby wiedzieć co wydarzy się jutro, pojutrze czy za tydzień. Zdarzają się również tacy, którzy chcieliby posiąść wiedzę o tym, co zdarzy się na rynku (albo przynajmniej znać poziom indeksu) za miesiąc czy rok. Wiedza ta byłaby kluczem do bogactwa. Jeśli wiemy, co wydarzy się na rynku, wystarczy tylko podjąć odpowiednie działania i... już jesteśmy bogaci. Bardzo proste, ale na rynkach trudno znaleźć takich, którzy swój sukces przedstawiają jako konsekwencję zdolności prognostycznych. Złożony system jakim jest rynek, istniejący w powiązaniu z innymi złożonymi systemami uniemożliwia postawienie jakiejkolwiek rzetelnej i wiarygodnej prognozy. Niestety, inwestorzy tego oczekują od analityków, ekonomistów, programów komputerowych i mimo ich znikomej skuteczności. wciąż wierzą, że istnieją ludzie zdolni prognozować to, co się wydarzy na rynkach.

Rynek, hazard, inwestycje

Rozwój rynków kapitałowych oraz wielość oferowanych instrumentów finansowych umożliwił praktycznie nieograniczone możliwości podejmowania ryzyka. Dzięki dużej dźwigni finansowej w krótkim czasie zainwestowany kapitał może zwrócić się kilkukrotnie. Jednak czy wykorzystywanie instrumentów finansowych w taki sposób dalej jest inwestycją? Czy jest to już może hazard i czy jest gdzieś granica między hazardem a inwestycjami?

Dla większości ludzi inwestycja to zaangażowanie określonej kwoty pieniędzy na pewien czas, aby w przyszłości otrzymać jej zwrot rekompensujący inwestorowi okres zaangażowania, przewidywany współczynnik inflacji oraz ryzyko inwestycji. Hazard natomiast definiuje się jako gry pieniężne, w których decyduje los - samo słowo wywodzi się z arabskiego i dotyczy gry w kości. Jednoznaczną granicę między hazardem a inwestycjami na rynku kapitałowym wyznaczymy, analizując mierzalne czynniki różnicujące postawy: racjonalność, umiejętność przewidywania, czas inwestycji, stosunek do ryzyka oraz posiadaną wiedzę.

Emocje w konkursach inwestycyjnych

"Umiejętności, dzięki którym wygrywasz konkurs inwestycyjny, 
mogą się na niewiele zdać, gdy zajmiesz się prawdziwym inwestowaniem."
Martin S. Fridson

Gry giełdowe, czy to dotyczące rynków akcji, czy też znacznie szybszych rynków terminowych (w tym uwzględniając rynek forex) cieszą się wśród inwestorów ogromnym powodzeniem. Zwłaszcza jeśli wiążą się z nagrodami będącymi na przykład ekwiwalentem pewnej kwoty pieniężnej, którą organizator (zwykle broker) przelewa na rachunek.

Rola tego rodzaju konkursów i rozgrywek jest dwojaka. Z jednej strony początkującym inwestorom daje szansę zapoznania się z niektórymi zasadami działania rynków, z drugiej zaś tym bardziej doświadczonym oferuje złudzenie porównania się z innymi i potwierdzenia wyższości stosowanych przez siebie metod i technik inwestycyjnych.

Ale właściwie dlaczego, żaden konkurs ani gra giełdowa nie oddają rzeczywistej natury działania na rynku. Odpowiedź, jak można się spodziewać, jest wyjątkowo banalna - emocje. Te same emocje, które sprawiają, że grając w wirtualnym kasynie w ruletkę w pewnym momencie jesteśmy już znudzeni, bez względu na to czy wygrywamy, czy przegrywamy, zaś w prawdziwym kasynie nie pozwalają odejść zbyt łatwo od stołu i wciąż podsycają nasze nadzieje na coraz większy zysk lub odrobienie strat.

bos bank logo
Grupa kapitałowa
Nagroda specjalna i tytuł BROKERA ROKU 2015
Nagroda specjalna i tytuł BROKERA
ROKU 2015, przyznane przez GPW.

logo_FMR2017aktualny.jpg Finansowa Marka Roku: wyrazista marka promująca edukację, umocnienie pozycji lidera rynku kontraktów terminowych.

nagroda najlepszy dom maklerski 2015
Najwyższa ocena dla DM BOŚ w ankiecie czytelników Gazety Giełdy Parkiet 2015r.