Lekcja 7 z 10

Poznaj proste strategie i chroń swój kapitał

13 min

Strategii inwestowania na giełdzie jest tyle ilu inwestorów. Każdy ma swoje pomysły i rozwiązania, które ewoluują, są modyfikowane, czasami pewne idee potrafią przetrwać latami, inne porzucane są po kilku transakcjach. Nie chodzi w tym wypadku wyłącznie o to, czy jesteśmy agresywnym day-traderem, działającym w ramach jednej sesji, czy wielomiesięcznym inwestorem. Również nie ma znaczenia to, czy korzystamy z analizy technicznej, fundamentalnej, czy jakichś innych metod oceny sytuacji. Strategia łączy się bardzo mocno z naszymi pierwotnymi założeniami, które sygnalizowaliśmy w lekcji 1, czyli tego dlaczego inwestuję, jakie mam oczekiwania, ile jestem w stanie ryzykować, i jak chcę realizować własne plany.

Kup i trzymaj

W literaturze dotyczącej inwestowania w akcje bardzo często można spotkać opis pasywnej metody czyli „kup i trzymaj”. Oznacza ona dokładnie to, co wynika z nazwy. Wybierz akcje, kup je i po prostu trzymaj. Zwolennicy tej metody argumentują, że w bardzo długim terminie jest to znacznie bardziej efektywne podejście, niż próba aktywnego zarządzania portfelem, czyli ciągłe kupowanie i sprzedawanie akcji. Przytaczają liczne badania i analizy pokazujące, że większość metod analizy technicznej, a także analiz fundamentalnych przegrywa z banalnym trzymaniem portfela akcji przez lata.

Ich zdaniem na niekorzyść aktywnego inwestowania działają:

  • koszty – w końcu od każdej transakcji należy zapłacić prowizję; im więcej transakcji, tym te prowizje są wyższe, 
  • czas wyboru transakcji (tzw. timing) – dużym problemem jest odpowiednie kupno i sprzedaż akcji. W zasadzie nie istnieją techniki doskonałe, pozwalające na kupno akcji dokładnie na dnie i sprzedaż na samym szczycie
  • selekcja spółek – wybór odpowiednich akcji jest dużym utrudnieniem. Inwestując w szeroki rynek (indeks) rozkładamy ryzyko na wiele różnych przedsiębiorstw. Nawet podczas hossy akcje jednych firm rosną szybciej, a inne wolniej.

Koncentrując się na ograniczonym wyborze spółek rośnie ryzyko wyboru wcale nie tych najlepszych.

Na uzasadnienie swojej tezy podają wyniki zachowania się indeksów w długim terminie. Indeks WIG od początku działania GPW, czyli od 1991 roku średniorocznie zyskiwał 16 procent. To zysk uwzględniający wypłacane dywidendy. Niewiele jest metod (zwłaszcza możliwych do zastosowania przez inwestorów indywidualnych, w dodatku amatorów), które mogą pochwalić się takim wynikiem.

Niestety zwolennicy takiego podejścia nie zwracają uwagi na kilka bardzo ważnych aspektów pasywnego inwestowania.

Wady strategii „kup i trzymaj”

Przede wszystkim czas! Nie każdy inwestor chce oraz może inwestować latami. Wielu ma znacznie krótszy horyzont (patrz lekcja 1), zupełnie inne oczekiwania i założenie, że będą utrzymywać portfel akcji przez 10, 15 a nawet więcej lat jest nierealne. Czas działa na korzyść inwestora i warto to podkreślać, jednak warto pamiętać o różnych celach i strategiach, jakie każdy inwestor posiada indywidualnie. Ponadto w życiu każdego z nas zdarzają się losowe sytuacje, gdy potrzebujemy pieniędzy, które zmuszają nas do zlikwidowania inwestycji w najmniej niekorzystnym momencie.
Po drugie portfel. Strategia „kup i trzymaj” sugeruje raczej inwestowanie w szeroki rynek niż w pojedyncze akcje. To oznaczałoby kupno takiego portfela akcji, który jest jak najbardziej podobny do indeksu, to zaś oznacza inwestycję w co najmniej kilkadziesiąt spółek. Wielu inwestorów po prostu na to nie stać. Przy małych portfelach podwyższyłoby to koszty (prowizje przy zakupach pojedynczych akcji są nieproporcjonalnie wysokie), po drugie zaś i tak oznaczałoby to konieczność posiadania co najmniej kilkunastu tysięcy złotych. Nie ma przy tym znaczenia, czy chodzi o szeroki indeks WIG, czy obejmujące mniej spółek – WIG20, mWIG40, czy sWIG80.

Rozwiązaniem tego problemu mogą być np. fundusze indeksowe, certyfikaty inwestycyjne lub ETF-y, czyli różnego rodzaju możliwości inwestycyjne odzwierciedlające inwestowanie w indeks. Lecz musimy pamiętać jeszcze o jednym.

Średnia to tylko średnia. W podsumowaniach i opracowaniach atrakcyjnie brzmi, że średniorocznie zyski z inwestowania w akcje (indeks) wynoszą np. 16 procent. Ale w praktyce oznacza to, że w jednym roku indeks zyska kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, zaś w innych latach straci kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt. Średnia nie pokaże nam frustracji inwestorów, którzy patrzą, jak ich inwestycje kurczą się o kilkadziesiąt procent i bojąc się dalszych spadków sprzedają posiadane akcje. Emocje towarzyszące inwestowaniu na giełdzie są bardzo silne i nie można ich ignorować. Wmawianie sobie, że średnio wszystko będzie w porządku jest nie najlepszym rozwiązaniem, kiedy targa nami strach o nasz własny kapitał.

Pilnuj kapitału

Dlatego jedną z najważniejszych rad, jakie profesjonaliści dają przyszłym amatorom inwestowania jest to, by przede wszystkim chronili własny kapitał.

Żadna z metod inwestowania na giełdzie nie daje gwarancji wyłącznie zyskownych transakcji. Ogólny wynik inwestowania to zbiór transakcji, z których część zakończy się zyskiem, a część stratami. Naszym celem jest, by zyski z dobrych przewyższały straty z tych nietrafionych. W tym celu stosuje się różnego rodzaju metody, zwane zarządzaniem ryzykiem, zarządzaniem kapitałem, zarządzaniem stratami. W gruncie rzeczy chodzi o twarde ustalenie zasad, dotyczących tego na jaką stratę możemy sobie pozwolić w poszczególnych transakcjach. To powinna być część naszego planu (Lekcja1).
Przypuśćmy, że inwestor kupił 100 akcji spółki po 25 złotych. Łącznie zainwestował 2 500 złotych. Może teraz liczyć na łut szczęścia i osiągnięcie zysku, zaś w razie pomyłki modlić się, by kurs nie spadł zbyt nisko. Zniżka do 20 złotych, nie jest jeszcze tragedią. Stracił zaledwie 500 złotych, ale już cena 15 złotych oznacza stratę 40 procent i stratę 1000 złotych. To może nie być problem jeśli jego cały portfel inwestycyjny jest znacznie większy i te 1000 złotych straty stanowi niewielką część. Ale w sporej części przypadków tak duża strata procentowo może wywołać przeróżne emocje, które uniemożliwią nam racjonalne podjęcie decyzji:

  • żal utraconych pieniędzy
  • przekonanie o własnym błędzie i przyznanie się do porażki
  • strach przed tym, że po sprzedaży akcji ich cena zacznie rosnąć
  • stres związany z lękiem przed dalszymi stratami, jeśli zostawi się tę inwestycję

Sytuacja będzie wyglądała zupełnie inaczej, gdy jeszcze na początku transakcji wyznaczymy sobie wielkość maksymalnej straty. Inwestorzy mówią o tym, jako poziomie obrony, linii stop, maksymalnym dopuszczalnym ryzyku.
Dzięki temu przygotujemy się na najgorszy scenariusz, nie będziemy musieli podejmować decyzji pod wpływem ogromnych emocji i stresu wywołanego niechcianą stratą oraz będziemy mieli poczucie kontroli nad własnym portfelem. Według psychologów poczucie kontroli i sprawczości jest bardzo ważnym elementem naszego zdrowia psychicznego.
Pamiętajmy, że jedną z najważniejszych zasad w inwestowaniu jest ta mówiąca: „tnij straty jak najwcześniej”. Nie dopuść, by mała strata stała się ogromną. Poziom obrony każdy wyznacza indywidualnie, w zależności od stosowanej techniki, metody analiz i założonego planu działania.

Hoduj zyski

Na huśtawce emocjonalnej jaką bywa inwestowanie po przeciwległej stronie do zachowań w obliczu straty są te wszystkie zachowania związane z przyjemną stroną inwestowania, czyli zyskami. Niestety w rzeczywistości owa przyjemna strona też może rodzić wiele frustracji. Wielu inwestorów zbyt wcześniej sprzedaje zyskowne akcje ponieważ boi się utraty dotychczasowego zysku. Po zamknięciu transakcji obserwują jak kurs sprzedanych już akcji nadal rośnie, co może wywołać całe spektrum zachowań – żal za zbyt wczesnym wyjściem, strach przed powrotem (bo przecież już urosło znów), obawę przed ponownym zakupem zbyt drogo. Borykają się ze swoimi decyzjami, często ostatecznie podejmując decyzję o powrocie. I często jest to rzeczywiście zły moment.

Druga z ważnych zasad inwestowania mówi „pozwól zyskom rosnąć”. Jeśli masz zarabiającą transakcję, to chroń ją dopóki przynosi zysk, ale nie musisz jej natychmiast zamykać. Pisaliśmy wcześniej o znaczeni linii obrony, czy też linii stop w ochronie kapitału i zapobieganiu zbyt dużym stratom. To narzędzie spełnia swoją rolę również, gdy transakcja przynosi zysk. Wielu inwestorów swoją „linię obrony” przesuwa wraz z cenami akcji.

Niektórzy robią to np. z każdym kolejnym zarobionym procentem, inni po zmianie o kilka procent lun ruchu akcji o odpowiednią wartość (50 groszy, 1 zł, 5 zł). Jeszcze inni pilnują, żeby między aktualnym kursem a linią obrony była jakaś odległość procentowa (np. 5, 10, 15 procent). Inna grupa w miarę wzrostu zysków z transakcji przybliża swoją „linię obrony” jak najbliżej ceny, żeby zatrzymać jak największą część z zysków.

Taką technikę nazywa się ruchomą linią obrony/kroczącą linią obrony i stanowi ona ważne narzędzie w arsenale wielu inwestorów. Pomocne w tym bywają składane zlecenia z Limitem Aktywacji z terminami realizacji na wiele dni do przodu (i tylko aktualizowane) – patrz Lekcja 5.

Dywersyfikacja

Pisaliśmy kilkukrotnie, że celem inwestowania w akcje jest sumaryczny zysk z wielu transakcji. Pojedyncze transakcje mogą się okazać zyskowne lub stratne dokładnie tak jak w biznesie. Chodzi o to, by zyski z tych wygranych były większe niż straty z przegranych transakcji.

Poza liniami obrony jednym z elementów strategii może być odpowiednia dywersyfikacja portfela inwestycyjnego. To pojęcie oznacza ni mniej ni więcej tylko zróżnicowanie inwestycji. Wyobraźmy sobie, że posiadamy 5 000 złotych, które zainwestowaliśmy w  całości w pakiet akcji jednej spółki. Dopóki kurs rośnie wszystko jest w porządku, nasze zyski przyrastają od całości zainwestowanej kwoty. Ale w chwili, gdy coś pójdzie nie tak strata również dotyczy całości kwoty. 
A gdybyśmy podzielili nasz portfel na kilka części? Na przykład po 1 000 złotych w akcje pięciu różnych spółek. Wówczas istnieje szansa, że każdy z tych elementów będzie zachowywał się inaczej. Jedna spółka będzie rosła dynamicznie, inna słabiej, jeszcze inna nie będzie się zmieniała, pozostałe dwie będą spadały w różnym stopniu. Zgodnie z zasadą „ucinaj straty jak najszybciej”, co jakiś czas stratne transakcje będą zamykane i będziemy mieli miejsce i pieniądze na nową operację. Ale pozostała część portfela wciąż będzie pracowała.

Naturalnie dywersyfikacja nie obroni nas przed silną bessą, podczas której kursy większości akcji spadają w tym samym czasie. Również jeśli kupimy do portfela akcje różnych spółek ale z tej samej branży, może to nie być wystarczające zróżnicowanie.

Pytanie kluczowe – ile akcji spółek warto mieć w portfelu. Wielkie instytucje zatrudniające licznych specjalistów i zarządzające miliardami złotych mają w swoich portfelach tysiące spółek. Detaliczny inwestor powinien jednak wybrać taką ich liczbę, którą będzie w stanie na bieżąco monitorować. Przy portfelach rzędu 1000 – 10 000 złotych może to być trzy, pięć może czasami dziesięć akcji. Przy większych kwotach liczba firm, w które zainwestujemy może być większa, ale również nie należy przesadzać i kupować akcji kilkudziesięciu przedsiębiorstw. Większa dywersyfikacja nie zawsze przynosi pozytywne efekty, dodatkowo zaś monitorowanie wielu inwestycji zajmuje czas i energię.

Niniejszy materiał, przygotowany przez DM BOŚ S.A. ma charakter wyłącznie informacyjny... Dowiedz się więcej